Po Soborze Watykańskim II papież Paweł VI wprowadził nową formułę namaszczenia chorych na podstawie Listu św. Jakuba Apostoła, uznając, że dokładniej wyraża poszczególne skutki sakramentu[1]. Obecnie ma ona charakter nie tylko chrystologiczny i paschalny, lecz również pneumatologiczny:
„Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże ciebie łaską Ducha Świętego. Pan, który odpuszcza tobie grzechy, niech cię wybawi i łaskawie podźwignie[2]”.
W tych kilku jakże istotnych i zdaniach widać wyraźnie, że Chrystus nadaje zbawczy – choć nieraz nierozumiany przez nas – sens cierpieniu, a nawet agonii i śmierci człowieka, mimo że fakt zniedołężnienia czy odchodzenia napawa smutkiem jego bliskich. Poza oczywistym aspektem paschalnym, który posiadają wszystkie sakramenty Kościoła, warto zauważyć, że jednym ze skutków udzielenia sakramentu namaszczenia chorych jest szczególna łaska, dar Ducha Świętego[3]. To właśnie trzecia, najbardziej tajemnicza w działaniu Osoba Trójcy, obdarza człowieka cierpiącego potrzebną siłą, łaską odwagi i pokoju, aby mógł przejść przez trudy bez utraty ufności złożonej w Bogu. W dodatku Duch sprawia, że chory nabywa koniecznych środków przeciwko pokusie zniechęcenia czy nawet lęku przed zbliżającą się śmiercią (por. Hbr 2,15). Asystencja Pocieszyciela ma doprowadzić przede wszystkim do uzdrowienia duszy, ale także przywrócić choremu zdrowie, jeśli jest to zgodne z Bożym zamysłem wobec niego. Trzeba również pamiętać, że wzywając kapłana w tej szczególnej potrzebie, umożliwiamy cierpiącemu otwarcie się na jeszcze jedną łaskę – odpuszczenia grzechów. Papież Paweł VI pisał o tym w ten sposób w Konstytucji apostolskiej Sacram unctionem infirmorum:
„Istotą jest łaska Ducha Świętego. Jego to namaszczenie usuwa winy, jeśli byłyby jeszcze jakieś do odpokutowania, oraz pozostałości grzechu; przynosi ulgę i umocnienie duszy chorego, wzbudzając w nim wielką ufność w miłosierdzie Boże[4]”.
Zatem Paraklet odgrywa istotną rolę w sakramencie namaszczenia, ponieważ Jego łaska usuwa z duszy ludzkiej wszelkie pozostałości ułomności i rodzi w chorym nie tylko nadzieję i ufność, ale i cierpliwość, potrzebną siłę w znoszeniu cierpień. A należy pamiętać, że wedle słów św. Cyryla Jerozolimskiego „Czegokolwiek dotknie Duch Święty, to wszystko zostaje przemienione i uświęcone[5]”. Takim dotykiem Pocieszyciela jest w tym przypadku nie tylko sama formuła sakramentu, ale i znany od wieków gest namaszczenia olejem świętym przez kapłana. Jeśli chory nie jest już w stanie się wyspowiadać, odpuszczenie jego win dokonuje się w tym właśnie sakramencie, o czym warto pamiętać, wzywając na czas prezbitera z posługą.
W kwestii paschalnej, Katechizm Kościoła katolickiego wymienia zjednoczenie z Męką Chrystusa jako kolejny skutek udzielenia sakramentu namaszczenia chorych[6]. To właśnie Jezus jako cierpiący i uwielbiony Mesjasz przynosi człowiekowi podźwignięcie i to w dwóch tego słowa znaczeniach. Jakub Apostoł w swoim Liście używa wyrażeń sodzein i egeirein. Pierwsze oznacza „ratować” przed nieszczęściem, wprowadzać kogoś w perspektywę nowego życia, a jednocześnie „uzdrowienie” zarówno fizyczne, jak i duchowe. Drugie natomiast posiada konotacje z wyrazem „zmartwychwstanie” oraz wybudzenie z letargu lub snu w kierunku wyzdrowienia[7]. Istotnie, jeśli jest to zgodne z wolą Bożą, sakrament namaszczenia chorych może przynieść człowiekowi całkowite uzdrowienie, ale tylko jeśli posłuży jego dobru i ostatecznie-zbawieniu[8].
Skoro w sakramencie chrztu świętego zostaliśmy zanurzeni (gr. baptizein) wraz z Chrystusem w Jego śmierć, to znaczy, że kiedyś będziemy mieli udział w chwale zmartwychwstania. Żadna choroba czy zniedołężnienie nie jest ku temu przeszkodą, mimo że teraz, w życiu doczesnym wciąż jesteśmy poddani władzy cierpienia, kruchości i śmierci. Przechowujemy jednak nowe życie z Jezusem jakby „w glinianych naczyniach” (2Kor 4,7) i dopiero gdy pękną, staniemy przed Panem i ujrzymy Jego oblicze bez żadnej zasłony. Przez cierpienie na tej ziemi, przeżywane wespół z Chrystusem, stajemy się zatem prawdziwymi uczestnikami Jego misterium, które przyniosło nam odkupienie po mroku oczekiwania[9].
Przy okazji tego tematu, warto odpowiedzieć na pytanie, które regularnie powraca w obliczu ciężkiej choroby, niespodziewanego lub przewlekłego bólu i niesprawności: czy miłosierny Bóg chce cierpienia swojego ludu i poszczególnych jego członków? Gdyby tego pragnął, z pewnością nie nazywalibyśmy Go Ojcem, lecz tyranem i katem. Powiedzmy zatem, w zgodzie z tym, co wiemy z treści Pisma Świętego i Tradycji, że Pan nie chce cierpienia, lecz dopuszcza je, ponieważ widzi więcej i głębiej i wie, jaką drogą poprowadzić nas do zbawienia. Niejednokrotnie Bóg dopuszcza na naszej drodze ciernie – lecz czyni to w określonym celu. I choć na tym świecie nie zawsze dostrzeżemy sens, to w procesie godzenia się z chorobą niezmiennie, od początku do końca, będzie towarzyszył nam Chrystus – nie będzie ani jednej chwili, w której mógłby nas pozostawić. Jak przypomina Katechizm Kościoła katolickiego, Pan nie tylko pozwolił chorym przychodzić do siebie czy dotykać, aby zaczerpnąć z Jego Miłości, lecz także wziął na siebie każdą naszą nędzę i poniósł ją na krzyż, aby zgładzić grzech świata. Przez tę niezgłębioną tajemnicę, nadał naszemu cierpieniu nowy i zbawczy sens – sprawił, że odtąd możemy łączyć nasz ból z tajemnicą Jego bólu doświadczanego fizycznie i mentalnie w ogrodzie Getsemani, w trakcie pojmowania, biczowania i Męki na krzyżu[10].
Kolejnym skutkiem namaszczenia chorych jest łaska eklezjalna, która również nadaje sensu każdej chorobie, bo sprawia, że cierpiący „łącząc się dobrowolnie z męką i śmiercią Chrystusa przysparzają dobra Ludowi Bożemu[11]”. Z jednej strony to Kościół na mocy powierzonej przez Pana władzy przysparza dobra człowiekowi przez posługę sakramentalną i modlitwę w jego intencji. Z drugiej jednak, każdy, kto z własnej woli powierza cierpienia Bogu, przyczynia się do dzieła uświęcania członków Kościoła. Dla wielu jest to ogromna pociecha. W zlaicyzowanym świecie, który w swej pogańskiej samowystarczalości coraz mocniej akcentuje, że człowiek jest potrzebny dopóty, dopóki ma „zdatność”, katolicyzm ukazuje prawdziwą godność osób ciężko chorych i starszych. Choć w oczach współczesnych tego świata nie mogą już nikomu nic z siebie dać, to jednak Kościół wie, że są w stanie ofiarować o wiele więcej niż myślimy – swoją ufną modlitwę złączoną z modlitwą całego Ludu Bożego oraz własne cierpienie, każdy wymiar tego ciężaru, dla dobra braci i sióstr. Dobrze wyjaśnił to Jan Paweł II w Liście apostolskim Salvifici doloris z 1984 r.:
„Uczestnicy cierpień Chrystusowych mają przed oczyma paschalną tajemnicę Krzyża i Zmartwychwstania. W tajemnicy tej Chrystus zstępuje niejako do ostatecznych granic słabości i obezwładnienia człowieka — wszak kona przybity do Krzyża. Jeśli równocześnie w słabości tej dopełnia się Jego wyniesienie, potwierdzone mocą Zmartwychwstania, to znaczy, że słabości wszelkich cierpień człowieka może przeniknąć ta sama Boża moc, która objawiła się w Krzyżu Chrystusa. W tym zrozumieniu: cierpieć — to znaczy stawać się jakby szczególnie podatnym, szczególnie otwartym na działanie zbawczych mocy Boga, ofiarowanych ludzkości w Chrystusie. W Nim Bóg potwierdził, że chce działać szczególnie poprzez cierpienie, które jest słabością i wyniszczeniem człowieka — i chce w tej właśnie słabości i wyniszczeniu objawiać swoją moc[12]”.
Jak pisał św. Paweł Apostoł w 2 Liście do Koryntian: „Moc w słabości się doskonali” (2Kor 12,9). W oczach świadków Krzyż Chrystusa był słabością, porażką i przekleństwem – okazał się jednak chwalebnym triumfem. Nasz sposób myślenia i ludzka logika w żadnym razie nie jest równa zamysłom samego Boga (por. Iz 55,8). Stąd także żadna choroba – nawet ta czyniąca człowieka najmniej sprawnym dla świata – nie powinna być uznawana za przegraną czy też koniec wszystkiego, ponieważ w Chrystusie odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Jego Miłości, która ostatecznie poprowadziła go do Krzyża i Zmartwychwstania.
W każdej modlitwie Ojcze nasz… wzorem Chrystusa zgadzamy się na spełnienie się zamysłów Pańskich wobec nas, mówiąc: „Bądź wola Twoja”. Wierzymy, że Bóg ma na celu nasze dobro, przede wszystkim wieczne zbawienie. Stąd też jeśli taka jest Jego wola, chory, nad którym modli się kapłan, zostanie uzdrowiony ze swojej dolegliwości. Są jednak sytuacje, kiedy wiemy, iż choroba prowadzi do śmierci, po której nastąpi spotkanie człowieka ze swoim Stwórcą – najważniejsze spotkanie, do jakiego przygotowujemy się przez wszystkie lata nam ofiarowane. Choć namaszczenie nie może zostać sprowadzone wyłącznie do rangi sacramentum exeuntium (z łac. sakramentu odchodzących), to wiemy, iż u kresu życia człowiek tym bardziej potrzebuje płynących z niego łask – m. in. umocnienia, aby nie lękać się śmierci[13]. Można powtórzyć za Katechizmem Kościoła katolickiego, że namaszczenie chorych „(…) otacza koniec naszego ziemskiego życia jakby ochroną, zabezpieczającą nas na ostatnią walkę przed wejściem do domu Ojca[14]”. Jest to zatem dopełnienie dzieła rozpoczętego na chrzcie świętym, kiedy to wyciśnięto na nas raz na wieczność pieczęć nowego życia z Chrystusem.
Ewa Chybin
Bibliografia
- Drzydżyk Sz., Sakrament w ewolucji – o namaszczeniu chorych, „Polonia Sacra” 21(2007), s.129-143.
- Jan Paweł II, List apostolski Salvifici doloris, Watykan 1984.
- Paweł VI, Konstytucja Sacram unctionem infirmorum, Watykan 1972.
- Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele, Lumen gentium, Watykan 1964.
- Stefański J., Sakrament chorych, Gniezno 2000.
[1]Por. J. Stefański, Sakrament chorych, Gniezno 2000, s.12.
[2]Obrzędy namaszczenia chorych, nr 99.
[3]Por. Katechizm Kościoła katolickiego, nr 1520.
[4]Paweł VI, Konst. Sacram unctionem infirmorum,cyt. za: H.J. Sobeczko, Zagadnienia teologiczne sakramentu namaszczenia chorych, „Liturgia Sacra” 22(2016), s.361.
[5]Cyryl Jerozolimski, Katecheza mistagogiczna, V, 7.
[6]Por. KKK 1521.
[7]Por. Sz. Drzydżyk, Sakrament w ewolucji – o namaszczeniu chorych, „Polonia Sacra” 21(2007), s.137.
[8]Por. KKK 1532
[9]Por. KKK 1420, 1521.
[10]Por. KKK 1505.
[11]Por. Sobór Watykański II, Konst. Lumen gentium, nr 11.
[12]Jan Paweł II, List apostolski Salvifici doloris, nr 13.
[13]Por. KKK 1520.
[14]KKK 1523.





