Ruch Liturgiczny we Francji: Brewiarz dla świeckich

Czasopismo Roma publikuje w swoim numerze z marca 1912 roku (s. 96) następujący list, przesłany mu z Afryki Południowej przez oficera piechoty kolonialnej:

„Duchowny, od chwili, gdy otrzymał subdiakonat, jest zobowiązany każdego dnia odmawiać po łacinie godziny kanoniczne: jest to brewiarz, czyli oficjum. Otóż nie ma piękniejszej modlitwy, ponieważ brewiarz jest naprawdę oficjalną modlitwą KościołaZwrócono uwagę, że osoby świeckie, które na nowo podjęły dawny zwyczaj codziennego odmawiania oficjum kanonicznego, wyrabiają w sobie szczególnie ten rodzaj „chrześcijańskiej powagi” i wewnętrznej dojrzałości, którego tak często brakuje dzisiejszym katolikom, nawet praktykującym.

Ten zwyczaj codziennego odmawiania brewiarza na wzór duchownych był niegdyś – szczególnie w XVII wieku – bardzo ceniony wśród pobożnych ludzi świeckich należących do społeczeństwa. Dlaczego nasi pobożni katolicy, ludzie wykształceni i dysponujący przy tym pewną ilością wolnego czasu, nie mieliby powrócić do tego świętego zwyczaju swoich przodków? Tym, czego potrzeba przede wszystkim, jest nadanie naszym duszom wymiaru nadprzyrodzonego. Brewiarz zaś, odmawiany w różnych chwilach dnia, skutecznie i w sposób trwały zwraca ku Bogu nasz umysł, tak skłonny do zapominania o Nim. Byłoby to dla naszych chrześcijan żyjących w świecie niezwykle potężne źródło uświęcenia, którego skutki odbijałyby się w całym ich życiu, we wszystkich ich dziełach. Miejmy nadzieję, że ten apel zostanie usłyszany przez pewne wybrane dusze, które w codziennym odmawianiu świętego oficjum kanonicznego odnajdą element prawdziwie świętego życia chrześcijańskiego.

W praktyce może pojawić się pewna trudność, zresztą niewielka, którą codzienny zwyczaj szybko usunie. Zawsze znajdzie się gorliwy kapłan, który nauczy sposobu odmawiania brewiarza, posługiwania się Ordo itd. Można wziąć brewiarz własnej diecezji albo brewiarz któregoś zakonu… Przy odrobinie dobrej woli po niedługim czasie stanie się to nie ciężarem, lecz słodką radością”.

Oto oficer, który naraża się poważnie na to, że w oczach naszych współczesnych utylitarystów uchodzić będzie za marzyciela! Takie było również nasze pierwsze wrażenie. A jednak…

Ostatecznie Brewiarz jest przecież wart tyle samo co jakikolwiek inny zbiór modlitw. Święty Franciszek Salezy twierdził, że po Piśmie Świętym nie ma piękniejszej księgi, jaka wyszła spod ręki człowieka. I rzeczywiście tak jest. Czym bowiem, w gruncie rzeczy, jest Brewiarz, jeśli nie księgą modlitwy napisaną przez sam święty Kościół dla swoich dzieci? To właśnie poprzez niego Kościół usiłuje przemieniać nas w Jezusa Chrystusa – a to jest celem dzieła naszego uświęcenia – stawiając nieustannie przed naszymi oczami dostojną postać Zbawiciela, aby pobudzać nas do kształtowania naszego życia według tego Boskiego Ideału. Brewiarz bowiem to Chrystus; Chrystus zapowiedziany przez wymowne figury Patriarchów Starego Prawa; Chrystus żyjący pośród nas; Chrystus trwający nadal w swoich świętych. Aby zaś ukazać nam tego Chrystusa, Kościół nie szczędził żadnego trudu. Raz zapożycza z dawnego Testamentu najpiękniejsze teksty natchnione; innym razem każe nam czytać najwznioślejsze karty Ewangelii; jeszcze innym razem rozszerza nasze serca pełnymi uniesienia hymnami, cennym dziedzictwem wieków wiary. Tak, Kościół włożył całą swoją duszę w ułożenie Brewiarza. I właśnie dlatego z pełnego szacunku, uważnego i pobożnego odmawiania tej wielowiekowej księgi emanuje moc, która przenika nas i niebawem przemienia w Jezusa Chrystusa.

Jak dobrze nasi przodkowie rozumieli tę moc! Dlatego też żyli życiem Kościoła. Ich radością było uczestniczenie w publicznym i uroczystym odmawianiu oficjum. W niedziele i dni świąteczne, dni Pańskie, wypełniali święte świątynie, aby karmić swoją duszę mocnymi i pożywnymi myślami liturgii. Kilka przykładów wystarczy, aby potwierdzić to stwierdzenie. Przypomnijmy sobie choćby przepisy cesarzy bizantyjskich zakazujące wszelkiej pracy podczas dwóch tygodni Wielkanocy, aby umożliwić poddanym uczestnictwo w świętych oficjach. Posłuchajmy również tego wspaniałego nakazu jednego z soborów VI wieku. Zwracając się do wiernych, mówi on: „Świętujcie – powiada – święty dzień niedzielny, który zrodził nas do życia nadprzyrodzonego i wyzwolił nas z grzechu… Wszyscy całym ciałem i duszą oddawajcie się śpiewaniu hymnów i uwielbień Pana. Jeśli kościół nie znajduje się zbyt daleko od waszego domu, biegnijcie do niego… Niech wasze oczy i wasze ręce będą wzniesione ku Panu przez cały ten dzień. Jest to bowiem dzień całkowitego odpoczynku… Także samą noc spędzajmy na świętym czuwaniu; nie śpijmy jak ci, którzy z chrześcijan mają jedynie imię, lecz módlmy się i czuwajmy poprzez nasze święte czyny, abyśmy pewnego dnia mieli udział w królestwie Zbawiciela”.

Fakt zupełnie innego rodzaju również świadczy o szacunku, jakim niegdyś otaczano modlitwy Kościoła, naszej Matki. Mamy na myśli bogato iluminowane księgi godzin, którymi królowie i możni chętnie posługiwali się, aby śpiewać chwałę Boga. A przecież Robert Pobożny, święty Ludwik, Karol Dobry i iluż jeszcze innych nie cierpiało na brak zajęć! Ich radością i odpoczynkiem było jednak śpiewanie psalmów i hymnów Brewiarza i włączanie się w ten sposób w oficjalną modlitwę Kościoła.

Niestety nadeszły czasy, w których wiara wśród ludzi osłabła. Stopniowo podczas uroczystości kościoły zaczęły pustoszeć. Wkrótce zadowalano się już jedynie niedzielną Mszą – i to niekiedy jakże skromną! Duchowieństwo zaś, odizolowane od swojego ludu, musiało pogodzić się z samotnym odmawianiem oficjum Bożego. Poza kapitułami i klasztorami przestało rozbrzmiewać tak harmonijne wspólne uwielbienie Boga, a wspaniałości liturgii stały się ludowi chrześcijańskiemu znane jedynie powierzchownie. Nie brakowało jednak dusz pobożnych, pragnących jednoczyć się z Bogiem. Co uczyniły? Odizolowane, podobnie jak ich pasterze, od reszty wiernych, dusze te zamknęły się w sobie, pogrążyły się w indywidualizmie i zaczęły czerpać swoje życie nadprzyrodzone z rozmaitych książek.

Na szczęście w naszych czasach wiele dusz otrząsnęło się z tego stanu. Wszędzie podejmuje się intensywną pracę, aby przywrócić wiernym pobożność bardziej tradycyjną, głębszą i bardziej treściwą. Odczuwa się potrzebę modlenia się przez Kościół i wraz z Kościołem. Wszędzie odnowa liturgiczna z każdym dniem zaznacza się coraz wyraźniej. Do tych właśnie wybranych dusz kierujemy nasz apel. Mszał stał się już dla nich jedynym „modlitewnikiem”. Chcielibyśmy zachęcić je, aby poszły jeszcze dalej. Codzienna Msza znajduje swój autentyczny komentarz w Brewiarzu, który jest niczym innym jak ofiarą uwielbienia przygotowującą do Ofiary eucharystycznej albo po niej następującą. Do tych dusz mówimy: Weźcie brewiarz. Czy odmawianie go w całości to zbyt wiele? Dlaczego nie mielibyście rano i wieczorem odmawiać wspaniałych małych godzin Prymy i Komplety, poprzez które Kościół poświęca Bogu rozpoczynający się dzień i rozpoczynającą się noc? Dlaczego w niedziele, a zwłaszcza podczas wielkich uroczystości, nie mielibyście dołączać swojego głosu do ogromnego chóru, który na całym świecie jednym głosem wyśpiewuje Bogu te same tajemnice? Dlaczego wreszcie, jeśli wasza pobożność skłania was do oddawania szczególnej czci Dziewicy Matce, nie mielibyście sięgnąć po Małe Oficjum o Najświętszej Maryi Pannie¹? Nie jest ono zbyt długie. Jego struktura nie jest skomplikowana. Rozłożone na poszczególne godziny dnia pozwalałoby wam jednoczyć się z oficjalną modlitwą Kościoła. Bez najmniejszej wątpliwości praktyka ta wzbudziłaby w duszach zamiłowanie do tej modlitwy. W ten sposób czułyby się one skłonione do uczynienia jeszcze czegoś więcej. Stopniowo brewiarz odzyskałby należne mu miejsce wśród wiernych. I któż wie, czy pewnego dnia, podczas uroczystych świąt, nie ujrzelibyśmy całego ludu chrześcijańskiego łączącego swój głos z głosem pasterzy, aby wspólnie, jednym sercem i jedną duszą, wyśpiewywać chwałę Pana?

Autor Nieznany

Z francuskiego tłum. ks. dr Wojciech Samuel.

Oryginał opublikowano w czasopośmie „Quaestiones Liturgicae” (t. 1, 1911, s. 329-331).

Wesprzyj nas!
Zaobserwuj nas!

Ruch Liturgiczny we Francji: Brewiarz dla świeckich

Czasopismo Roma publikuje w swoim numerze z marca 1912 roku (s. 96) następujący list, przesłany mu z Afryki Południowej przez oficera piechoty kolonialnej:„Duchowny, od chwili, gdy otrzymał subdiakonat,[…]

Ruch Liturgiczny we Francji: Uczestnictwo wiernych w Mszach cichych

Nie bez powodu, jak wiadomo, kapłan podczas Najświętszej Ofiary Mszy niemal nieustannie posługuje się liczbą mnogą, mówiąc my zamiast ja; albowiem[…]

Postacie Ruchu Liturgicznego: Alojzy Jougan

Alojzy Jougan (1855-1942) był lwowskim kapłanem, teologiem, historykiem Kościoła, profesorem Uniwersytetu Lwowskiego oraz autorem jednych z najpopularniejszych polskich podręczników liturgiki. Urodził[…]

Przetłumacz stronę